Łącza, Pokhara, …
Po kolejnych perypetiach dotyczących dostępu do łączy internetowych doszedłem do wniosku, że nie ma wyjścia – dojdzie kolejny grat do wyjazdów. Mam na myśli telefon satelitarny i modem w jednym. Wszytskich, którzy czekali na zdjęcia – przepraszam – nie było jak wysłać. Na próby wydałem coś z 60 EU, na próżno. Jeśli mam już wydawać pieniądze, to chcę mieć z tego pożytek. Dziś jedziemy do Kathmandu – tam jeszcze 2 dni i powrót do kraju. Czekam na moment kiedy będę mógł spokojnie popracować – nie tylko nie obawiająć się wolnego internetu czy braku łączności, ale nie patrząc w przerażeniu na stan baterii. Bo z zasilaniem też tutaj jest bardzo różnie. Dziś przed 7 rano wyłączyli – i już. Zgasło całe miasto. Jedna z niewielu kafejek internetowych pracująca na akumulatorach pozwala na wysłanie krótkiej korespondencji…
No, to się nazywa wyprawa „w nieznane” – nie znasz dnia ani godziny kiedy coś przestanie działać :) Ale dzięki kafejce działającej na akumulatorach ten koniec świata i tak robi się bliższy.