Nic śmiesznego
Zabity pracą, siedzę w Warszawie. Nie ma czasu na nic innego poza zdjęciami związanymi z nowym kontraktem… Tak będzie jeszcze przez dłuższy czas, może wypracujemy jakieś przerwy, inaczej wariatkowo… Piotr, mój asystent, powiedział dziś, że w zasadzie wydaje mu się, że nie ma czasu, kiedy niepracujemy. 23:30 i padam na pysk, jutro zdjecia od 6 rano.
Tuż przed rozpoczęciem kontraktu wziąłem udział w projekcie kierowanym przez Piotra Surzyna (GRROW)
Nasz malutki wkład w „ulepszanie świata”. Autoportret moich dłoni, które wcześniej „ucharakteryzowałem” przy samochodzie, oliwą i innymi specyfikami…
Tutaj można ściągnąć plik JPG HiRes (1,5 Mb) do wydrukowania – formularz ułatwiający 1% dotację. W razie czego więcej danych na stronach Amnesty International.
(Maqu, MM, Ania! Teraz kolej na Was i inne zaległości!)
FOTOPOLIS – ukazał się test praktyczny A900
W jakimś sensie zalety moich ulubionych analogowych aparatów tutaj doczekały się połączenia w jednym korpusie, który – jak to w naszych czasach – jest cyfrowy. Jeśli spojrzymy pod tym względem – jak na aparat średnioformatowy, będący jednocześnie lekką, bardzo poręczną konstrukcją z prędkością 5 kl/sek, wcale niezłym AF, stabilizacją matrycy, świetnymi szkłami i wieloma możliwościami jakie daje obecnie elektronika aparatu – po prostu nie bardzo jest sie do czego przyczepić. Jeśli ktoś oczekiwał „wodotrysku”, aparatu, który włączy się w wyścigi na marketingowe hasła – ostrzegam – to nie jest aparat dla niego, to nie zabawka „śrubkologów”. Dziewięćsetka to nie jest gadżet dla fanatyków sprzętu.
A900 to świetne narzędzie dla miłośników fotografii w klasycznej formie.
![]()
Zapraszam do lektury na łamach internetowego magazynu fotograficznego fotopolis.pl
Jak to było…
Na samym początku korzystałem z pożyczonego aparatu mojej siostry – Practica MTL3 ze standardem.
Wtedy jeszcze nie myślałem, że fotografia mnie „wciągnie”, a co dopiero, że stanie się główną treścią życia! Miałem 19 czy 20 lat…
Pierwszym własnym był Pentax Me, (więcej…)
Łącza, Pokhara, …
Po kolejnych perypetiach dotyczących dostępu do łączy internetowych doszedłem do wniosku, że nie ma wyjścia (więcej…)
Po trekkingu i po raftingu…
Brak sensownie pracującego internetu na trasie uniemożliwiał mi przesłanie korepondencji, a tym bardziej jakichkolwiek sensownych plików graficznych. Pogodę mieliśmy wspaniałą, przełęcz prawie bezśnieżną. Obecny sezon charakteryzuje podwyższony poziom wód – rafting minął szybko…
Na razie dawno obiecana porcja portretów – cz.1.





